środa, 21 grudnia 2011

worek z zawartością

Widzę go, wszędzie go widzę. Nie jestem w stanie normalnie funkcjonować, nie po wydarzeniach z przed niespełna pół roku.
Po dość miłym spotkaniu z przyjaciółmi, prawie spóźniłam się na ostatni tego dnia autobus do mojego miasteczka. Zmęczona biegiem na odjeżdżający pojazd mogłam w końcu zająć miejsce w niezatłoczonym autobusie. Czekała mnie pół godzinna podróż. Dobrze, że miałam w torbie MP4, bo z muzyką czas najszybciej mi leci. Włączyłam playlistę i z mocnymi brzmieniami wpatrywałam się w szybę. W błyskawicznym tempie mijaliśmy latarnie znajdujące się na ulicy. Tak bardzo zatraciłam się w muzyce, nie dostrzegając tego, że od chwili stoimy, lecz nie na przystanku.
-koniec kursu, autobus się zepsuł. - krzyknął kierowca zza kierownicy. Według dalszych poleceń wszyscy pasażerowie wysiedli. Rozglądnęłam się wokoło i zobaczyłam, że i tak niedaleko musiałam wysiąść. Jeśli się pośpieszę, za piętnaście minut będę w domu, pomyślałam.
Idąc bokiem szosy miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Było już po zmroku, na ulicach ciemno. Drogę oświetlały nieliczne lampy i samochody rzadko przejeżdżające.
Bałam się swoich myśli, wyobrażeń, wyobraźni, która tego dnia przekroczyła wszelkie dopuszczalne granice.
Niepewnie rozejrzałam się na boki i do tyłu. Nikogo nie było. Z jednej strony się ucieszyłam, bo byłam bezpieczna, ale z drugiej, jeżeli coś przeoczyłam, to w razie czego nikt nie będzie w stanie mi pomóc.
Z daleka wiedziałam już światła znajomych mi bloków.
Chcąc przełączyć piosenkę w odtwarzaczu, z ucha wypadła mi słuchawka. Wraz z tym, usłyszałam krzyk, który dobiegał jakby z zarośniętego pola. Serce biło mi niewiarygodnie szybko, przez myśl przebiegały różne sytuacje, obrazy. Za bardzo się wkręcam, powtarzałam sobie. Włożyłam słuchawkę w ucho i jeszcze szybszym tempem szłam w kierunku domu. Właśnie mijałam przystanek, na którym miałam wysiadać. Zakręciło mi się w głowie, musiałam usiąść, odpocząć.
Baterie w MP4 mi padły - co za pech. Schowałam je do torby i powoli odzyskiwałam siły, kiedy znów usłyszałam jakieś krzyki. Były głośniejsze, słyszałam je coraz głośniej, dokładniej, jakby.. zbliżały się.
Szybko schowałam się pod ławkę. Sam przystanek nie był oświetlony, więc osoby trzecie musiały się bardzo dokładnie przyjrzeć, by mnie zobaczyć. Skulona tak pod ławką starałam się uspokoić, wyregulować puls. Zauważyłam cień, który z coraz dłuższego stawiał się coraz krótszy, co świadczyło o przybliżającej się postaci. Zamarłam.
Postać ta okazała się być synem mojej sąsiadki, którym opiekowałam się weekendami, miał na imię Bartek. 
Byłam przekonana, że uciekł z domu, ponieważ był bardzo buntowniczym chłopcem. Już miałam do Niego wyjść, kiedy usłyszałam, że się do kogoś zwraca.
-Poddaję się - szlochał - nie mam już sił.
Rozległ się śmiech, jak z horroru. Byłam przerażona.
Jakiś wysoki, przy tuszy mężczyzna zbliżał się do chłopca, który płakał. Dostrzegłam, że w ręce ma nóż. Scena jak ze strasznego filmu. Owy mężczyzna popchnął mocno Bartka, który upadł płacząc jeszcze głośniej. Nagle jego płacz ucichł. Nie słyszałam nic, oprócz bicia swojego serca i tego, jak przełykam ślinę. Cholernie się bałam. Czy on nie żyje?Czy ten koleś właśnie go zabił? Rozległ się cichy dźwięk rozsuwającego się zamka. Zamknęłam na chwilę oczy, to wszystko mnie przerastało. Przestraszyłam się niemiłosiernie, gdy dotąd niezauważona mi pobliska latarnia zapaliła się.
-Już po mnie - powiedziałam do siebie szeptem. Prawie krzyknęłam, gdy zobaczyłam, że koło Bartka znajdują się duże ilości krwi. Położyłam głowę na kolanie, kiedy usłyszałam dźwięk, który zapamiętam do końca życia - rozcinanego ciała. Napastnik bez żadnych skrupułów rozcinał jamę brzuszną chłopca. Wiedziałam, że jest za późno, by dzwonić na policję, ponadto bałam się, że mnie też zobaczy. Sprawca działał tak, jakby był zaprogramowany. Widać było, że nie robi tego pierwszy raz, nie brzydził się, wyglądał na zafascynowanego, zafascynowanego widokiem martwego ciała, wnętrzności. Mnie na samą myśl o tym łapały mdłości. A on? Sprawiał wrażenie, jakby robił to codziennie. Ale kto normalny rozcina ciała ludzi, a wnętrznościami się rozkoszuje? Kto normalny byłby w stanie znieść takie widoki?
Syrena policyjna, to dźwięk syreny policyjnej!
Ale zaraz.. Zostało tylko ciało chłopca. Gdzie jest ten mężczyzna?
Tego nie wyjaśniono do dziś. Policjanci wezwali swoich ludzi, którzy przyjechali naprawdę szybko. Sama też zebrałam się na odwagę, by wyjść z pod  ławki. Wszelkie podejrzenia padłyby na mnie, gdyby jeden z policjantów nie znalazł śladów krwi, które prowadziły w kierunku lasy. Ślad ten doprowadził policję tam, gdzie pozostawiono pewien worek. Według śledztwa były tam wnętrzności ofiary. 


Tak, jestem chyba nienormalna, haha :D. Do napisanie tego zainspirowały mnie słowa:
Took a boy to the forest, slaughtered him with a scythe. - Zabrano chłopca do lasu, zarżnęło go kosą.
Bring me the horizon - don't go <3. 

19 komentarzy:

  1. Jeden cytat a jakie przemyslenia, no prosze ;) Twoje zdjecie? Piekna jestes ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. myślałam że ta historia jest prawdziwa, ale końcówka mnie przekonała że to tylko fikcja...
    nie mogłam oderwać od tekstu oczu, bo myślałam, że szybko go zgubię...
    jestem pod zachwytem :)
    zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. fajny blog. (:

    obserwujemy. ? ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. dzizas, ciężkie refleksje na temat chłopca z lasu. agrr.. ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. świetne ;)
    ja chyba nie wytrzymałabym pod tą ławką..

    OdpowiedzUsuń
  6. genialne. też myślałam że to prawdziwa historia :D
    bardzo ładne zdj :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziewczynoo, zajebiście ! ;O

    OdpowiedzUsuń
  8. jakbyś kiedyś napisała książkę to masz mnie poinformować . pierwsza ją kupie : )

    OdpowiedzUsuń
  9. musisz książkę napisać ! genialne !

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej ! :)
    Ciekawy ten blog !

    Niedawno założyłyśmy naszego bloga.
    Proszę wejdź i dodaj nas do obserwujących :)
    ZAPRASZAMY !
    http://eweandwera.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. jeju, przeczytałam to w mgnieniu oka! myślałam, że ta historia jest prawdziwa - całe szczęście nie miałąm racji ;)
    hugs, Nikki <3

    OdpowiedzUsuń
  12. fajne zdj ;)

    przepraszam ale nie mam czasu czytać ;/

    Zapraszam do mnie na nową notke ;)

    pozdrawiam, Aieaa♥

    OdpowiedzUsuń
  13. Siema :) Fajny blog wpadnij do mnie :) pzdr. Roxy

    OdpowiedzUsuń
  14. Piszesz tak realistycznie i interesująco, że myślałam, że to na prawdę Ci się przydarzyło. Ja nie wiem co bym zrobiła w takiej sytuacji. Jedno wiem na pewno, że nie szłabym z słuchawkami na uszach;) Wolałabym słyszeć co się wokoło dzieje;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Fajny blogasek :) obserwuje go i liczę na rewanż :) pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  16. zaraz, zaraz.. a to nie jest prawdziwa historia? jak to?

    a myślałaś może o pisaniu książki?? już mam jedną czytelniczkę na bank. z Twoim talentem.!

    OdpowiedzUsuń
  17. Huhu, pisarka nam tutaj rośnie! Serio, mogłabyś to rozwinąć w dobrą, długą historię.

    adivineeradication.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Mariusz Maksymilian25 grudnia 2011 13:39

    Tak przerażające i fascynujące zarazem, jednocześnie pisane językiem tak prostym i tak przystępnym dla przypadkowego czytelnika. Naprawdę, jestem pod wrażeniem. Szczególnie pozdrawiam ludzi o silnie rozwiniętej wyobraźni, którzy podczas czytania widzieli to wszystko oczyma umysłu :) można by z tego zrobić naprawdę niezły horror ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde słowa.