czwartek, 23 sierpnia 2012

nad przepaścią

W życiu jest tak, że po kilku smutnych sytuacjach przychodzi czas uśmiech. Na weselsze, milsze sytuacje chyba każdy z nas czeka z utęsknieniem, by poczuć ulgę, błogi spokój. Spokój, który pozwoli nam utrzymać jakiś ład w życiu, żeby się nie poddać, nie załamać. Po prostu musimy się zebrać w sobie i przeczekać ten trudny okres, by potem spojrzeć w lustro i być dumnym z siebie, że nie poddaliśmy się.
Nigdy nie warto się poddawać, nie warto rezygnować z celów. Przecież trzeba walczyć do końca! :) 

coś polskiego tym razem. uwielbiam magię w tej piosence.


piątek, 10 sierpnia 2012

sunrise

Wschód-zachód. Kwestia kilkunastu godzin. Godzin, w których możemy tak wiele dokonać, tak wiele zmienić. To my sami ustalamy sobie swój grafik w życiu, możemy w nim dokonywać zmian, przesuwać coś na inne terminy, dopisywać, wymazywać to, co nam się nie podoba. Jednak nie mamy wpływu na to, co może nam się przydarzyć; na przeznaczenie, na szczęście. Nie mamy wpływu na decyzję innych. Oczywiste jest to, że byłoby łatwiej, gdybyśmy mieli w tym swój udział, ale czy to miałoby jakiś sens? Czy wtedy uczylibyśmy się na temat życia tyle, co teraz?


ta cudowna trójka pełni ważną rolę w moim życiu :) 

sobota, 28 lipca 2012

zagadka

Czy ktoś może być dla nas zagadką? Z własnego doświadczenia wiem, że może nią być. Zagadką, która jest cholernie trudna, do której rozwiązania potrzeba czasu i potężnego myślenia. Zagadką, która z początku wydaje się prosta, a więc początek jest dość łatwy, jednak po jakimś czasie, widać, że będzie trzeba wiele trudu na jej rozwiązanie. Dochodząc do końca, zdając sobie sprawę, że teraz będzie "z górki" spostrzegamy, że we wcześniejszych etapach popełniliśmy mały błąd, musimy się cofnąć i go naprawić. Po drodze się gubimy, chcemy się poddać, jednak wyobrażamy sobie tą satysfakcję po jej rozwiązaniu i staramy się dalej. Myślimy tylko o zagadce, o jej rozwiązaniu, o zwycięstwie. 


co do opowiadania, to już jestem w trakcie pisania :)


wtorek, 17 lipca 2012

wyjatkowe chwile

Czy kiedykolwiek przeżyliście dwie takie same, identyczne chwile, albo chwile, które były do siebie bardzo podobne? Ta pewno tak. Osobiście uważam, że nie można przeżyć takich samych chwil. Każda z nich, pewnie ważna dla nas, jest na swój sposób wyjątkowa, niepowtarzalna. Nie ma dwóch identycznych chwil, pocałunków, spojrzeń.. Podając za przykład popcorn, czy szukaliście kiedyś dwóch identycznych uprażonych ziaren kukurydzy? Być może i po znalezieniu wydawałyby się podobne, jednak w dalszym ciągu byłyby od siebie różne. Ostatnio trochę cofam się we wspomnieniach. Wracam do niektórych sytuacji, zdaję sobie sprawę, jakie były wyjątkowe. Marzę, by przeżyć je jeszcze raz, jednak wiem, że to nie możliwe.

kocham ten kawałek <3



wtorek, 26 czerwca 2012

emptiness

Chciałabym zniknąć na chwilę, na jakiś czas... Zostać zamknięta w małym pomieszczeniu, bez nikogo. Nie obawiając się ukazać uczuć, albo spakować się i wyjść z domu. Iść tak daleko, jak tylko dam radę, ze słuchawkami w uszach, słuchając przytłaczających piosenek i będąc obojętną na wszystko co dzieje się dookoła. Chciałabym mieć takie miejsce, o którym istnieniu wiedziałabym tylko ja, miejsce, w którym czułabym się bezpiecznie, takie miejsce, w którym nikt nie widziałby moich łez..
Potrzebowałabym takiego pomieszczenia, najlepiej dźwiękoszczelnego i z workami treningowymi. Mogłabym się wykrzyczeć, wyżyć, ulżyć sobie. Założyć rękawice i wyrzucić z siebie cały ból, wyrzucić wszystko, co we mnie siedzi, a potem zapalić papierosa i przejść się nad morze. Poczekać na zachód i zniknąć razem ze słońcem..

coś na dziś:

wtorek, 19 czerwca 2012

change

Zmieniłam wygląd bloga na bardziej kolorowy, kojarzy mi się ze szczęściem, które mi się teraz udziela! ;)
Czuję się szczęśliwa, a za razem zdziwiona faktem, jak ten czas szybko leci. Już za cztery dni obchodzę ostatnie niepełnoletnie urodziny. Cały ten rok, czas od poprzednich urodzin zleciał tak szybko..
Robię się starsza, dojrzewam, podejmuje właściwsze decyzje, myślę bardziej dojrzale i racjonalnie. Jestem też bardziej samodzielna i zmotywowana. Do wszystkiego. Ósmego grudnia napisałam tutaj pierwszy post. Dzięki temu blogowi i poprzednim blogom widzę, jak bardzo się zmieniłam w tak krótkim czasie.
Jestem ponad pół roku z Wami! Wspieracie, pomagacie, doradzacie, jak bliscy :) Dziękuję Wam za to, także dzięki Wam się nie poddawałam, motywowałam się, pisałam. W urodziny na pewno będę życzyła sobie tego, by było takich chwil więcej. :)

Pochwalę się Wam, że dziś zaliczyłam matematykę i na pewno zdam do kolejnej klasy!

Miłego dnia ;)

sobota, 26 maja 2012

róża

Od kilku dni zabieram się do napisania czegoś na blogu, czegokolwiek, bo wiem, że zaniedbałam go znowu, po kilku powrotach i obiecywaniach, że już będę dodawała notki częściej. Niestety jakiś już czas brakuje mi tej "lekkiej ręki" do pisania z różnych powodów. Jednym z nich, przede wszystkim najważniejszym jest ten, że tracę pewną bardzo bliską mi osobę. Nie mogę się skupić, normalnie funkcjonować. Czuję się jak świeżo ścięty kwiat róży, wstawiony do wody, który mimo pielęgnacji i opieki, z dnia na dzień więdnieje. Powoli usycha, gnije, traci kawałki siebie. Taki kwiat, któremu nie pomoże już żadna pielęgnacja, żadne wsparcie; jest już niepotrzebny. Czy trzymalibyście w domu takiego brzydkiego kwiatka? Nie. Lepiej zakupić nasiona rośliny doniczkowej, które potrzebują dla siebie sporo czasu, by zaczęły się rozwijać, by zaczęły kwitnąć. Potrzebują pomocnej dłoni i sporo miłości, dobroci, by coś z nich było. Taki doniczkowy kwiat ma dłuższą żywotność, niż róża. Właściciel na pewno bardziej ucieszy się z takiego dorobku, nawet kaktusa, na którego sam zapracował, poświęcił czas, niż z róży, która uschnięta nie nadaje się do niczego..



zostawiam Was z nutką mojego ukochanego zespołu.




czwartek, 10 maja 2012

kumulacja

Będąc małym dzieckiem siedziałam w piaskownicy i robiłam babki z piasku. Tworzyłam je obok siebie, większe, mniejsze, o różnych kształtach. Raz mama zawołała mnie do siebie i wtedy ja, nieuważnie wstając, nogą strąciłam niektóre z nich. Próbowałam je odbudować, rękoma przytrzymywałam po bokach, by piasek się z nich bardziej nie osypał. Musiałam się spieszyć, by całkowicie się nie zniszczyły.
Tak samo teraz, będąc nastolatką, a za rok pełnoletnią osobą, zdałam sobie sprawę, że wszystko można przypadkiem zniszczyć nieostrożnym ruchem. Wszystko może się posypać tak, jak ten piasek.
Babka nie uda się bez foremki, tak samo, jak nasze marzenia bez chęci spełnienia ich.
Jeżeli piasek zaczyna osypywać się z górnych brzegów, to znaczy, że nie mamy zbyt dużo czasu, by dokonać poprawek. Tak jak tracąc nadzieję w siebie, swoje marzenia; musimy szybko wziąć się w garść, by nagle nie zaczęły powoli znikać, będąc jednocześnie niemożliwe do zrealizowania.. 

na dzisiaj ;)

sobota, 28 kwietnia 2012

dla Ciebie

     To nie była łatwa droga.. Można to porównać do jeżdżącego po drodze auta. Razem musieliśmy pokonać wiele zakrętów, torów przeszkód, omijać wzgórzenia, stać w korku, nawet się rozbiliśmy i to nie raz. Wiele mnie nauczył. Mimo młodego wieku wiedziałam, co to miłość.
     Często rozmyślałam, czy znajdę swoją drugą połówkę, osobę, której bezgranicznie zaufam, która odwzajemni szczerze moje uczucie, tak po prostu, bezinteresownie.
     Ostatnim czasem jakoś nic mnie nie cieszyło. Czułam się nieobecna w otaczającym mnie świecie, nieakceptowana, niekochana, a zwłaszcza nierozumiana. Ostatnią osobą, na której mogłam polegać był mój dobry kolega z ławki. Pewnego razu napotkałam się na niego w parku, siedział na ławce, zamyślony spoglądał na ptaki, które, wyglądało to tak, jakby kłóciły się o jedzenie. Podeszłam wolnym krokiem do niego, a kiedy mnie zauważył, skinął głową na znak, bym usiadła.Siedzieliśmy w ciszy. Marcel spoglądał na ptaki, a ja na niego.
- Masz ochotę się przejść w moim towarzystwie? - zapytał po chwili, uśmiechając się nikle.
-Pewnie, że tak - odpowiedziałam.
-A więc w drogę.
Przechodziliśmy alejkami parku pochłonięci rozmową, zanim się obejrzałam, zrozumiałam, że rozmawiamy już od ponad trzech godzin. To było niesamowite, że mimo tego, że tak wiele czasu ze sobą spędzaliśmy, nadal mieliśmy tematy do rozmowy i nadal mogliśmy odkrywać w sobie coś zupełnie nowego. Zorientowani już, która jest godzina niechętnie musieliśmy się rozstać, bo robiło się późno, a moja mama była strasznie przewrażliwiona przez wszystkie seriale typu W11, czy kryminalni, gdzie roiło się od gwałtów i morderstw.
Marcel odprowadził mnie do domu, to było bardzo miłe z jego strony, jeszcze milsze było to, jak widziałam go, oglądającego się do tyłu, szukając mnie wzrokiem.
-Martwiłam się o Ciebie, gdzieś Ty się podziewała Marta?! - usłyszałam od mamy.
Wypytywała mnie szczegółowo gdzie byłam, z kim, o czym rozmawiałam. Miałam dość jej takiego zachowania. Rozumiem, że się martwi, ale bez przesady.
     Nachodziłam się dziś trochę, pomyślałam, po czym udałam się do toalety. Nie minęło pół godziny, a ja byłam już w łóżku, pochłonięta myślami. Czułam się jakoś inaczej. Miałam wrażenie, że jest we mnie uczucie, którego wcześniej nie miałam okazji poznać. Uczucie, którego nie zapomnę do końca życia.
Budzik zadzwonił przed szóstą. Zwykle jeszcze bym poleżała, porozmyślała, jednak tym razem od razu zeszłam w łóżka, naładowana pozytywną energią i wciąż czułam w sobie to uczucie, co powodowało zachowania, do których bym się nigdy nie przyznała...
-Marta! Jak ślicznie wyglądasz! - zachwycała się mama.
     Czułam, że jej komplementy były szczere. W końcu pierwszy raz od kilku lat wyprostowałam włosy i zrobiłam make-up. Dobrałam też ubrania pod kolor, na rękę włożyłam kilka bransoletek, które kupiłam na bazarku po niskiej cenie. Sama nie mogłam też uwierzyć, dlaczego zależy mi na tym, by dobrze wyglądać. Taki był mój cel, nieświadomy, niekontrolowany.
     Przed wejściem do szkoły słyszałam szybkie bicie własnego serca, czułam, jak krew pulsuje mi w żyłach, miałam wrażenie, że zaraz zemdleję.
 -To nie był dobry pomysł - powiedziałam szeptem do siebie, poprawiając grzywkę. Otworzyłam wielkie drzwi, które prowadziły przed portiernię, udałam się na lewo. Kierując się pod klasę, czułam na sobie wzrok chłopaków i dziewczyn, które, jakby zazdrościły mi tego, że płeć przeciwna się do mnie uśmiecha, zagaduje. Po drodze dostałam też mnóstwo komplementów, jednak bardziej schlebiało mi to, że wiele nauczycieli mnie nie poznało i tego, że ludzie gratulowali zmiany. To było miłe.
     Lekko skrępowana, stałam pod salą, udając, że piszę smsa, gdy nagle poczułam na biodrach czyjeś dłonie. To był Marcel. Jednak to nie było na tyle dziwne, jak to, że na jego widok moje serce zwariowało. Dało się ponieść chwili, szalało. Miałam wrażenie, że wszyscy na nas patrzą, że wszyscy czegoś oczekują. Tak, jakby on czytał im w myślach, pocałował mnie delikatnie w usta, szepnął do ucha, że jestem najpiękniejsza i odszedł, odwracając się dwa razy. Stałam wpatrzona w drogę, którą on przemierzał jeszcze chwilę temu, w emocjach nie słyszałam dzwonka i nie zauważyłam, że uczniowie wchodzą już do sali, w której miały się odbyć lekcje.
     Całe czterdzieści pięć minut myślałam tylko o nim. Wracałam myślami do przerwy, do pocałunku, do jego szeptu, oczu, do zapachu jego perfum. Teraz wiedziałam, co wczoraj czułam... Dziś było te uczucie jeszcze bardziej nasilone, rozgrzane.
     Usłyszawszy dzwonek, oznaczający koniec lekcji, czułam ulgę, a zarazem niepokój. Chciałam podejść do Marcela, mogłabym zapytać dlaczego to zrobił, jednak już nie chciałam wiedzieć, chciałam go po prostu przytulić. Zobaczyłam go, jak stal oparty o ścianę, kiedy mnie zauważył, szedł w moim kierunku. Kiedy już próbowałam otworzyć usta, minął mnie, jednak szybko poczułam jak oplótł dłonią moją dłoń i prowadził mnie za sobą w stronę wyjścia.
-Nie miej mi tego za złe, ale wolałbym porozmawiać w innym miejscu, bez tłoku, bez hałasu. Chciałbym, żebyś wszystko dokładnie usłyszała.
-Jasne, nie ma sprawy, zresztą i tak mamy zastępstwo - odpowiedziałam szybko.
Cały czas trzymając mnie za rękę szedł na przód, chwilami wyglądał tak, jakby chciał coś powiedzieć, jednak szybko zmieniał zdanie, poddawał się.
     Kiedy się zatrzymał, zorientowałam się, że jesteśmy w tym samym parku, co wczorajszego wieczoru. Obydwoje spojrzeliśmy na ławkę, na której wczoraj, siedzieliśmy gadając o głupotach. Wiedzieliśmy, że od wczorajszego wieczoru wiele się zmieniło, że doszło do takiego stanu, którego nie przewidzieliśmy.
Przypomniała mi się rozmowa, która odbyła się może pół roku temu, gdy razem śmialiśmy się z tego, że mogłabym się podobać Marcelowi, albo on mi. To było niedorzeczne.
Usiedliśmy na naszą ławkę. Oczekiwałam w spokoju, kiedy się odezwie, sama nie wiedziałam co usłyszę, jednak miałam nadzieję, że nie będzie żałował tego, co zrobił.
-Chciałbym, żebyś wiedziała, że od kilku dni czuję się jakoś inaczej. Mam wrażenie, że dojrzałem, dorosłem do czegoś, co dla nas obojga było nierealne. -zaczął cicho. Starałam się skupić na słowach, które wypowiadał, jednak czułam się tak szczęśliwa, że gdyby ktoś poprosił mnie, żebym powtórzyła jego słowa, to nie dałabym rady, Wyłapywałam tylko poszczególne zdania, siedziałam cicho, przytakiwałam dla niepozoru, ale w środku krzyczałam, odżyłam, urodziłam się na nowo i zaczynałam nowy rozdział, w którym znalazłam miejsce, dla kolejnej, bardzo ważnej osoby.
     Głośno przemyśleliśmy wszystko to, co mieliśmy zamiar zrobić, a mianowicie chcieliśmy spróbować. Byliśmy pewni, że to będzie coś wyjątkowego, coś, co tylko my dwoje możemy stworzyć i coś, czego nikt nigdy nam nie zabierze. Z parku wyszliśmy już jako para. Otwarcie przyznałam swojemu chłopakowi o uczuciach z poprzedniego wieczoru, o tym, jak diametralnie może zmienić się coś, o 360stopni, zaskakując wszystkich.
***
Kolejnego ranka, ostatniego dnia przed weekendem, kroczyliśmy przez korytarz za rękę, jako para.
Nie poznałam siebie, już drugi raz w tym tygodniu zbierałam na sobie wzrok większości uczniów. Nie mogli nadziwić oczu z dwóch powodów. Pierwszy powodem było to, że jestem Marcela dziewczyną, a drugim powodem był właśnie fakt, że nie jestem chłopakiem z biustem. Pokazałam swoje piękno spontanicznie, jednak wszystkim spodobała się zmiana.
 Mijały miesiące, nasz związek kwitł, poznawaliśmy się z każdym dniem coraz bardziej. Odkrywaliśmy swoje słabości, swoje mocne strony i swoje uczucie. Czułam się przy nim wyjątkowa. Był całym moim światem, był powodem, dla którego żyłam, był sensem mojego życia, był ostatnią myślą z jaką szłam spać i z jaką się budziłam. Prawdą jest to, że gdy się kogoś kocha, to wszystko nabiera większego znaczenia. Wszystko staje się lepsze. Dobrze jest mieć oparcie w tak bliskiej sercu osobie, która Cię kocha. Kocha całym sercem, całym sobą. Wiedziałam, że mogłam na Niego liczyć o każdej porze, czy dnia, czy nocy, bez względu na to, czy potrzebowałabym wsparcia, rozmowy, rady, czy chociażby uścisku. Uwielbiałam być w Jego ramionach, które były takie silne, bezpieczne. Za niego oddałabym życie, bez zastanowienia.
W rocznicę naszego związku odwiedziliśmy park, te magiczne miejsce, któremu zawdzięczaliśmy wszystko. Z uśmiechami na twarzy wspominaliśmy nasz pierwszy pocałunek, naszą pierwszą poważną rozmowę. Cieszyliśmy się, że dalej możemy być ze sobą.
-Wszystko w porządku? Mizernie wyglądasz skarbie - powiedział czule.
-Tak, wszystko jest dobrze, tylko trochę zakręciło mi się w głowie. - I to właśnie było moje pierwsze kłamstwo w stosunku do niego. Nie czułam się w porządku, czułam się strasznie, głowa sprawiała wrażenie, jakby za chwilę miała eksplodować, ręce z ciepłych szybko były zimne, serce mnie kuło, w uszach miałam szum, który stopniowo zmieniał się w pisk. Przed oczami miałam ciemność..

-Marta! Marta już wszystko dobrze, zaraz poczujesz lekkie ukłucie - powiedział do mnie męski, silny głos, po którym faktycznie poczułam nieprzyjemne ukłucie. - To kroplówka - dokończył.- Jesteś osłabiona.
-Co się stało?-zapytałam, by nabrać pewności, ponieważ nie mogłam sobie niczego więcej przypomnieć.
-Straciłaś przytomność, zadzwonił do nas Twój chłopak, wezwał karetkę, bo nie mógł Cię docucić. Jest na korytarzu, gdy tylko odzyskasz siły, będziesz mogła go zobaczyć.. Tylko powiedz, czy taki stan zdarzał Ci się częściej? Czy mdlałaś, albo miałaś nasilone zawroty głowy?
-Nie, ale ostatnio serce mnie często kłuje. Taka jakby kolka mnie łapie, wtedy nie mogę złapać przez chwilę oddechu.
-Dobrze, sprawdzimy to.- powiedział lekarz, po czym wyszedł z sali.
Po kilku godzinach czekania na to, by pozwolili mi zobaczyć się z ukochanym, pielęgniarki wreszcie uległy i pozwoliły mu do mnie wejść. Od razu poczułam się lepiej.
-Jak się czujesz skarbie? Tak bardzo się martwiłem. Przestraszyłaś mnie. -W jego głosie wyczułam drżenie.
-Teraz czuję się lepiej, jesteś obok.
-Nie słodź, szczerze pytam jak się czujesz?
-Jutro wychodzę-odpowiedziałam.

Przez kolejne dwa tygodnie byłam częstym gościem w szpitalu. Chodziłam na badania i zapewniałam lekarzy, że dzięki lekarstwom fizycznie czuję się lepiej. Naprawdę tak było. Jednak psychicznie czułam się trochę gorzej. Zastanawiałam się, gdzie znika Marcel codziennie, na jakieś pół godziny. Gdy już się widzieliśmy wyglądał na zmartwionego, ale też dziwnie pewnego. Zdecydowanie zbyt często okazywał mi uczucie i zapewniał, że bardzo mnie kocha, że zrobi dla mnie wszystko. Nie rozumiałam o co chodzi.
Zadzwonił telefon, w nim wyjaśniono mi, że szybko mam się zgłosić do lekarza. Tam dowiedziałam się, że potrzebuję nowego serca, ale znalazł się odpowiedni dawca. To wszystko wyjaśnia. Zrozumiałam, że Marcel musiał wiedzieć wcześniej ode mnie o tym, dlatego chodził spięty i powtarzał mi, co do mnie czuje. Ustaliliśmy z doktorem termin operacji, był dość szybki z racji na to, że mam dawcę. Miało odbyć się to w niedzielę, ale już w sobotę miałam być w szpitalu na badania kontrolne.
Opowiedziałam o wszystkim swojemu chłopakowi, który razem ze mną cieszył się z tego, że ktoś ofiaruje mi serce. Zdawałam sobie sprawę z tego, że ten ktoś jest chory, że umiera, żałowałam, że nie mogłam tego kogoś poznać. Zastanawiałam się, czy będę czuła inaczej, czy będę potrafiła kochać..
Nadeszła sobota, dzień w którym miałam być w szpitalu. Rano przeczytałam smsa, że Marcel nie może mi towarzyszyć w drodze do niego, ale mnie odwiedzi. Zrobiło mi się trochę smutno, bo z nim czułabym, że wszystko będzie dobrze.
Mama zawiozła mnie do lekarza. Cała w łzach zapewniała mi, że wszystko będzie dobrze. Ale ja się nie martwiłam, byłam pewna, że operacja się uda.
Cały dzień czekałam na swojego chłopaka, który zapewniał mi, że będzie. Zapadł wieczór, czas odwiedzin się skończył, a jego nie było.
Z samego rana miałam nadzieję, że gdy się obudzę, to go zobaczę, usłyszę, że mnie kocha, że jestem dla niego najważniejsza.. Ale jego nadal nie było.
-Przygotuj się, za pięć minut przyjdzie po Ciebie pielęgniarka - powiedział dość znajomy mi głos.
Przytaknęłam.
Przyszła do mnie pielęgniarka, zaprowadziła mnie do chłodnego pomieszczenia, w którym było mnóstwo dziwnych rzeczy, skalpele, umywalki przed wejściem, oraz inne narzędzia, których nazw nie znałam. Podano mi coś w żyłę, robiłam się senniejsza.. Zasnęłam..
Mój sen trwał kilka godzin, obudziłam się w sali, w której jeszcze nigdy nie byłam. Podłączona do jakiejś aparatury spostrzegłam za szybą mamę i tatę, którzy bardzo płakali. Myślałam, że to ze szczęścia..
Zrobiło mi się smutno, kiedy zobaczyłam, że osoby, której kocham najbardziej na świecie nie ma. Uroniłam kilka łez, ale wtedy podeszła do mnie pielęgniarka i wyjaśniła, że nie mogę się denerwować i że rodzice będą mogli wejść dopiero następnego dnia. Pełna żalu tylko im pomachałam i natychmiast zasnęłam. Byłam zmęczona, jakbym przepłynęła jezioro.
Na tyle zmęczona, że obudziłam się pod wieczór, następnego dnia. Czułam się taka najedzona, mimo tego, że od kilkunastu godzin nie miałam pokarmu w ustach, to pewnie przez kroplówkę - pomyślałam.
Obok mnie siedziała mama, która cały czas płakała. W rękach trzymała kopertę. Byłam pewna, że to jakaś kartka z życzeniami powrotu do zdrowia. Myliłam się. To był list.
"Kochanie. Obiecałem Ci, że będziemy razem na zawsze. Bardzo Cię przepraszam, że nie mogłem przyjść. Musisz wiedzieć, że bardzo Cię kocham, byłaś, jesteś i będziesz najważniejszą osobą w moim życiu. Dzięki Tobie nauczyłem się kochać, dzięki Tobie wiem, co to miłość. Pokazałaś mi tą kolorową stronę życia. Nauczyłaś mnie czerpać radość z drobiazgów. Kocham Cię. Tak jak obiecałem, zostajemy razem na zawsze. PS. Mam nadzieję, że dobrze sprawuje się moje serce dla Ciebie."
Moje życie straciło sens, pozbierałam się tylko dzięki terapii na którą chodziłam przez rok.
Tak jak myślałam wcześniej, oddałabym za niego życie. Jednak stało się inaczej. On oddał życie za mnie, ale wciąż byliśmy jednością.

___
Wygrał wątek miłosny przeplatany smutkiem. Mam nadzieję, że podołałam zadaniu! :)
W połowie zmieniłam ciąg zdarzeńm bo przypomniały mi się pewne 4zdania i pomyślałam, że dobrze będzie je rozbudować. 

czwartek, 5 kwietnia 2012

marzenia

Każdy z nas codziennie marzy, każdy z nas ma marzenia, które próbuje zrealizować. Najgorsze jest to, że większość z nas nie ma silnej woli i poddaje się już na początku, albo wcale nie wierzy w to, że mu się uda. Sama czasem mam tak, że poddaję się po jakimś czasie, bo brakuje mi determinacji i motywacji. Jednak teraz całym sercem będę dążyła do spełniania swoich marzeń.
Najważniejszy jest plan działania. Wydaje mi się, że warto znaleźć motywację, która pozwoli nam mieć jakieś oparcie, która będzie nas nakłaniała do czynów. Ważne też jest wsparcie i pozytywne myślenie.
Bez marzeń jesteśmy nikim. Do czego będziemy w życiu dążyć, jeżeli nie do tego, by się spełniać? Z jaką myślą będziemy rano wstawać, po co w ogóle wstawać, jeżeli nie mam nic zaplanowanego?

"To możliwość spełnienia marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące." P. Coelho.